1. DOM ČIURLIONISA W WILNIE

Muzeum Dom Čiurlionisa istnieje w tym samym domu, w którym jesienią 1907 roku – po tym, jak postanowił zamieszkać w Wilnie – pokój wynajął Mikalojus Konstantinas Čiurlionis.

czytaj więcej...

Angażując się w litewski ruch kulturalny, Čiurlionis – który był już dojrzałym i uznanym malarzem i kompozytorem oraz artystą postrzegającym świat w bardzo unikalny sposób – wyraźnie pokazał, że przynależy do tej kategorii twórców, którzy wierzą, że sztuka może zmienić świat oraz że stanowisko twórcy w codziennym życiu i jego uczestnictwo w procesach tworzenia wspólnoty są nie mniej ważne niż jego artystyczne dążenia i wyraz twórczej osobowości. W okresie, w którym mieszkał w tym domu, Čiurlionis kierował litewskim chórem, uczył chętnych muzyki, organizował wystawy i koncerty, aktywnie angażował się w litewską działalność kulturalną i tym samym tworzył i rozwijał wizję twórczej i duchowej przyszłości Litwy.

W organizowanych przez nas zajęciach edukacyjnych, w których wyjątkowo ważne są aspekty twórczego wychowania oraz idea łączenia różnych gałęzi sztuki, uczestniczą zarówno dzieci przed wiekiem szkolnym, jak i słuchacze uniwersytetu trzeciego wieku. Częstymi gośćmi w tym domu są młode talenty świata muzyki i malarstwa, stawiające tu swoje pierwsze kroki na drodze kariery. Wystawy, które można tutaj zobaczyć, realizują dwa kierunki. Na jednych z nich prezentujemy otoczenie Čiurlionisa, a inne przedstawiają poszukiwania artystyczne, które zostały zainspirowane przez dziedzictwo artystyczne tego malarza. Organizowane tu wieczory koncertowe również są ściśle łączone ze spuścizną Čiurlionisa i jego dążeniem do postrzegania muzyki jako żywej, ciągle zmieniającej się formy twórczości, przekazującej ważne duchowe intuicje.

Ten ideowy aspekt związków z dziedzictwm Čiurlionisa jest wyjątkowo aktualny podczas organizowanych przez nas wydarzeń kulturalnych – prezentacji książek, projekcji filmów czy dyskusji tematycznych. Przygotowywane przez nas wycieczki poznawcze po Wilnie zapoznają ich uczestników z tymi miejscami, w których Čiurlionis robił próby i koncertował z litewskim chórem, gdzie odbywały się wystawy jego prac malarskich oraz gdzie razem z Sofiją Kymantaitė i innymi uczestnikami litewskiego ruchu kulturalnego tworzył podstawy kultury i państwowości przyszłej Litwy. Dla tych, którzy chcą indywidualnie spacerować po miejscach w Wilnie związanych z Čiurlionisem, stworzyliśmy interaktywną aplikację mobilną „Čiurlionis w Wilnie”.

Dom Čiurlionisa ściśle współpracuje z projektem „Narodowy Szlak Čiurlionisa”, który rozwija znajomość osobowości i życia Čiurlionisa na całej Litwie. W działalności tego projektu odgrywamy ważną rolę lidera, tworząc programy kulturalne.

Pracownicy Domu Čiurlionisa dążą również do tego, aby imię malarza i kompozytora było jak najszerzej znane na całym świecie, dlatego organizowane są tutaj konferencje i inne międzynarodowe sympozja, wystawy wędrowne i koncerty oraz realizowane projekty twórcze, w których podstawowe miejsce zajmują interpretacje tematów twórczości Čiurlionisa dokonywane przez artystów zagranicznych.

Poprzez swoją działalność Dom Čiurlionisa zaprasza gości słowami twórcy:

„Chodź ze mną, przyjacielu, jeśli chcesz. Spieszę do tego kraju, a po drodze opowiem Ci bardzo ciekawe rzeczy”.

2. POKÓJ ČIURLIONISA W OCZACH WSPÓŁCZESNYCH MALARZA

„K. Čiurlianis, ukończywszy konserwatoria w Warszawie i Lipsku, zamieszkał w Wilnie i uczy gry na fortepianie oraz teorii muzyki. Jego adres to ul. Andriejewskaja 11, m. 6”. Takie ogłoszenie na początku 1908 roku wydrukowano w litewskiej gazecie „Vilniaus žinios”.

czytaj więcej...

Informowało ono, że Čiurlionis nie odwiedza Wilna, ale w nim zamieszkał. Jego osiedlenie się w mieście stało się bardzo ważnym wydarzeniem dla całego rodzącego się ruchu litewskiego. Wszystkie ciekawskie oczy zwróciły się ku temu artyście i kompozytorowi, który już wówczas cieszył się międzynarodowym uznaniem i najwyższym wykształceniem spośród uczestników ruchu litewskiego. Jakie wrażenie wywierała wtedy postać i twórczość Čiurlionisa? Jak nowi przyjaciele kompozytora wspominali jego pokój na ulicy obecnie zwanej Savičiaus?

Pisarka Ona Elžbieta Pleirytė-Puidienė, pseudonim Vaidilutė, tak opisała w swoim dzienniku pojawienie się Čiurlionisa w Wilnie, gdy przygotowywał on pierwszą wystawę artystów litewskich w pałacu Petrasa Vileišisa: „Obrazy Čiurlionisa są niezwykłe. Trudno nawet opowiedzieć, czym są te jego obrazy... Odwiedziłam wiele europejskich muzeów, ale niczego podobnego jeszcze nie zdarzyło mi się widzieć. […] Niezwykły jest też sam Čiurlionis – to jeden z tych ludzi, którzy przyciągają spojrzenia wszystkich ludzi i zmuszają do tego, aby ich zauważyć, ale jednocześnie krępują swoją wyjątkową, głęboką konstrukcją. Średniego wieku i wzrostu, o wyraźnym, nawet ostro zakreślony profilu; raczej nieładny i ponury. Ale wielkie, głęboko spoglądające oczy, spokojny, lecz wyraźny cień smutku i niezwykła inteligencja wyróżniają go spośród wszystkich innych”.

Malarz Lew Antokolski, który później pomoże Čiurlionisowi zaprezentować się w Sankt Petersburgu, tak wspomina swoje odwiedziny w jego wileńskim domu: „Pamiętam pewien jesienny wieczór, gdy odwiedziłem jego maleńki pokoik na ulicy Andriejewskiej, w którym nie było nic poza pianinem, stosem rękopisów z nutami i suchymi jesiennymi gałązkami zawieszonymi na ścianach.”. Antokolski komentował: „Był tam sam jak palec, ze swoimi genialnymi pomysłami, dźwięki jego muzyki zadziwiały swoją poruszającą rzewnością, jak czarne, ostre skrzydła, które przecinają powietrze na jego obrazie Tęsknota” .

Kompozytor Juozas Tallat-Kelpša w swoich wspomnieniach dodaje więcej szczegółów o pokoju Čiurlionisa. Na podstawie jego opowiadania możemy sobie wyobrazić, jak wyglądał ten pokój: „Zaproszony przez niego, następnego dnia poszedłem go odwiedzić. Pokój był niski ale przestronny. Stało w nim wąskie żelazne łóżko, a obok niego niewielki stolik i taboret. Przy drugiej ścianie postawiono pianino firmy Lippenberg. O swoim pianinie Čiurlionis lubił mawiać, że jest bardzo dobre, ponieważ ma silną konstrukcję i było tanie – kosztowało zaledwie 350 rubli. Nad pianinem na ścianie przybito gałązkę sosny. Nad łóżkiem wisiała druga. Jeszcze kilka stołków i walizka, w której był cały jego dobytek – rękopisy; na pianinie garstka nut, na oknie aparat fotograficzny. Ot, i całe umeblowanie pokoju”.

M. K. Čiurlionis. Vinjetė, 1908

Čiurlionis swoim przyjaciołom z ruchu litewskiego często wydawał się tajemniczy i niezrozumiały, a ze względu na słabą znajomość języka litewskiego również zamknięty i nieco niedostępny, ale również w magiczny sposób pociągający i intrygujący poprzez niezwykły świat swojego ducha. Każdy dokonany przez jego współideowców opis wybuchów talentu artysty świadczy nie tylko o niezwykłym szacunku, jakim obdarzano go już wtedy, ale również wciąż na nowo odsłania przed nami fakt, jak wyjątkowa osobowość mieszkała w tym pokoiku w latach 1907-1908. Pisarz Liudas Gira stał się świadkiem jednego z takich wybuchów talentu. W swoich wspomnieniach uwiecznił on atmosferę twórczą unoszącą się pokoju: „Zastałem go przy fortepianie, gdy natchnioną ręką, jakby zaczerpnąwszy mocy piorunów od starożytnego Perkūnasa, wybijał na klawiszach fortepianu swoje duchowe sny i próbował zakląć w tonach swoją nieobjętą tęsknotę. Improwizował. Poprosiłem, aby nie przerywał pieśni swojej duszy. I miałem jedną jedyną okazję, aby posłuchać, jak geniusz w natchnionym nastroju tworzy sam dla siebie. Była to potężna, godna Beethovena improwizacja. Oszalałe akordy rodziły się i znikały, natychmiast zastępowane przez inne, jeszcze bardziej oszalałe, jeszcze piękniejsze... Tony kołysały się niczym morze miotane silnym wiatrem. Fortepian to płakał i lamentował, jak staruszka z Dzukii, żałośnie opłakująca swojego jedynego syna zakopywanego pod kopczykiem białego piasku, to zaś dudnił grzmotami i piorunami, jakby wszyscy starożytni bogowie zeszli się tu, aby mścić się za obrazę ich czci, albo jakby czarownice, zleciawszy się o północy do sosnowego lasu gdzieś w Dzukii, pod sosnę wisielca, zaczynały swój sejmik... Skończył i zaczął następną. Jego ręce jak błyskawice wybijały akordy z całej klawiatury, to majorowe, to minorowe tony rodząc. Kołysały się melodie w piano i forte jak wiatr bujający wierzchołkami dzukijskich sosen, nadchodząc z wolna, z oddali i nagle wstrząsając wielkim poszumem cały las... I w tym poszumie tonów dało się słyszeć – z początku rzadko, potem coraz częściej – nasze rzewne, potężne dzwony... A tak zapadały w serce, że zdawało się, że to w nim te dzwony grzmią i drżą”.

3. DRUSKIENIKI. DUCHOWY DOM

Podróż duchowa Čiurlionisa rozpoczyna się w Druskienikach. Miasto dzieciństwa malarza, otaczający go, leniwie płynący Niemen, stare lasy sosnowe, mokradła z unoszącymi się nad nimi podaniami i baśniami, pieśni litewskie rozbrzmiewające wśród spokojnie falujących pól, dochodzący z oddali dźwięk dzwonu wiejskiego kościółka, głosy ptaków i szmer wiatru później splotą się magiczny, wypełniony symbolami i metaforami unikalny świat obrazów i dźwięków Čiurlionisa.

czytaj więcej...

Wspomnienia z dzieciństwa oraz emocjonalne przywiązanie do rodziny i otoczenia zawsze niczym magnes przyciągały artystę do domu. Zawsze, nawet w najmroczniejszych chwilach życia były dla niego źródłem światła i harmonii: „Czuję się świetnie, bo tylko co wstałem od fortepianu. Grając rozmaite druskienickie kompozycje, łaziłem myślą po drodze porzeczowej, po naszym ogrodzie zasadzonym kartoflami i agrestem, po zielonym placu kościelnym, przez który, bywało, Bołtuć sunie powoli, zataczając półkole prawą nogą. Przypomniała się i staruszka łódka nasza, z której wiecznie trzeba wylewać wodę. Ilu tragikomedyj była ona świadkiem!” (list M. K. Čiurlionisa do Piotra Markiewicza z 19 VI 1902) pisał Čiurlionis do przyjaciela Piotra Markiewicza ze studiów w Lipsku.

Adelė ir Konstantinas Čiurlioniai, 1911

Dlatego gdziekolwiek Čiurlionis mieszkał – w Warszawie, Lipsku, Wilnie czy Sankt Petersburgu – do Druskienik wracał przy każdej nadarzającej się okazji. Wyczekiwał tych okazji i możliwości z wielką tęsknotą oraz entuzjazmem i myślał o nich z sercem pełnym radości: „Już 3ci miesiąc jestem tu, jeszcze 7 pozostało, to dużo wprawdzie, a potem... ech! z jakim apetytem pojadę do Druskienik, aż pył będzie kurzył się!” (Lipsk, 17 grudnia 1901 roku) – to linijki z listu do mamy, Adelė Čiurlionienė, którą z najstarszym synem łączyła wyjątkowa emocjonalna więź. Młodsze rodzeństwo – bracia (Povilas, Stasys, Petras i Jonas) i siostry (Marija, Juzė, Valerija i Jadvyga) – również cały czas doświadczało troski i wsparcia najstarszego brata: w listach z Warszawy i Lipska ciągle wypytywał o ich naukę i życie, a kiedy wracał z Warszawy dla wszystkich zaczynał się czas szczęśliwych gier i radości. Może dlatego wszyscy bracia i siostry uczyli się gry na pianinie, a w późniejszych latach całą grupą razem z bratem wybierali się na plenery malarskie i rysunkowe nad brzegi Niemna i rzeczki Rotniczanki, a czasem nawet odbywali wycieczki z noclegiem do doliny Rajgrodu.

Fotografia rodzinne

Druskieniki dla Čiurlionisa zawsze były oazą duchowego spokoju: tutaj, w otoczeniu licznej rodziny, przeżywał godziny najpiękniejszego natchnienia i nawiedzały go najklarowniejsze myśli twórcze, czasem wyprzedzające pracującego w najszybszym możliwym tempie artystę: „Wiesz, Zośka – maluję! Od czwartku maluję po 8 do 10 godzin dziennie. Nic nie wychodzi, ale to nic. Maluję sonatę – naszkicowana już cała (4 części) i bardzo trudno daje mi się , a bardzo bym chciał ją skończyć jak najprędzej, bo już druga zaczyna mi stawać przed oczami” (Z listu do Sofiji Kymantaitė, Druskieniki, 9 czerwca 1908 roku) pisał do swojej narzeczonej Sofiji Kymantaitė Čiurlionis, który latem 1908 roku przyjechał z Wilna do Druskiennik.
Te coroczne, „urlopowe” plenery twórcze czasem przeciągały się nawet do pół roku. Są niczym znaczniki na drodze rozwoju myśli twórczej, zmian stylu i zainteresowań Čiurlionisa. Śledząc stworzone w Druskienikach dzieła muzyczne i malarskie, możemy wytworzyć sobie najlepszy obraz stylistycznego rozwoju twórczości Čiurlionisa.

4. STUDIA MUZYCZNE. POCZĄTEK DROGI TWÓRCZEJ.
Płungiany, Warszawa i Lipsk.

Chociaż do Wilna w 1907 roku Čiurlionis przybył przede wszystkim jako malarz, aby uczestniczyć w I Wystawie Sztuki Litewskiej, to jednak jego droga twórcza zaczęła się od muzyki.

czytaj więcej...

Płungiany.
Niezwykła wrażliwość młodziutkiego Konstantinasa na muzykę zaczęła przejawiać się wcześnie, dlatego ojciec zaczął go uczyć grać na pianinie, gdy miał zaledwie pięć lat, a mając dziesięć, zastępował już ojca przy organach w kościele w Druskienikach. Dzięki pomocy przyjaciela rodziny, lekarza Józefa Markiewicza, trzynastoletni Čiurlionis wyjeżdża na studia muzyczne do Płungian, do szkoły orkiestrowej działającej na dworze księcia Michała Ogińskiego. Tutaj młody muzyk trafił na wyjątkowo żyzne podglebie: w dworze Ogińskich w Płungianach z troską dbano o technologiczne innowacje i rozwój kultury, rodzina Ogińskich bardzo wysoko ceniła naukę i kulturę, we dworze zgromadzono świetną bibliotekę oraz bardzo dużą i bogatą kolekcję obrazów i innych wartościowych dzieł sztuki. Sami Ogińscy od czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów byli niezłomnymi patriotami litewskimi. Dziadek księcia Michała Ogińskiego, sławny w swoim czasie kompozytor Michał Kleofas Ogiński, którego kompozycje wykonywane są do dzisiaj, uczestniczył wraz ze swoim pułkiem w powstaniu kościuszkowskim w Wilnie, po którym był zmuszony wiele lat spędzić na emigracji. Całe życie pracował on dla dobra Litwy.

W dworskiej szkole orkiestrowej Čiurlionis uczył się podstaw muzyki, grał w orkiestrze na flecie i podjął swoje pierwsze próby twórcze. Wiele podróżował z orkiestrą. Pierwszy raz zobaczył wtedy Morze Bałtyckie: w Połądze w parku przy pałacu hrabiego Tyszkiewicza co roku odbywały się koncerty. W innych porach roku podczas ważnych okoliczności orkiestra łączyła się z rezydującą w Retowie orkiestrą dworską księcia Bogdana Ogińskiego, brata Michała Ogińskiego. Tutaj podczas Wielkanocy 1892 roku, kiedy w kościele w Retowie zapalono pierwszy na Litwie elektryczny żyrandol na sto lamp, Čiurlionis niewątpliwie miał okazję poznać organistę i kompozytora Juozasa Naujalisa, który zaledwie kilka lat wcześniej wrócił ze studiów w warszawskim Instytucie Muzycznym.

Mykolas Mikalojus Oginskis

Warszawa
W 1894 roku książę Michał Ogiński, który przez całe życie był nie tylko najważniejszym mecenasem Čiurlionisa, ale również bardzo bliskim mu człowiekiem, a nawet przyjacielem, przyznał młodemu muzykowi stypendium na studia we wspomnianym już warszawskim Instytucie Muzycznym. Tutaj wybiera, kierowany podobieństwem albo radą, tych samych profesorów, u których studiował Juozas Naujalis. Fortepian studiuje u jednego z największych wówczas warszawskich erudytów, pianisty, krytyka sztuki i pisarza Antoniego Sygietyńskiego, a kompozycję u najlepszego warszawskiego nauczyciela kompozycji, kompozytora, dyrygenta i animatora warszawskiego życia kulturalnego Zygmunta Noskowskiego. U tego pedagoga w Instytucie Muzycznym studiowali również kompozytorzy Młodej Polski: Mieczysław Karłowicz, Karol Szymanowski, Ludomir Różycki i inni. U Noskowskiego uczył się też najbliższy przyjaciel Čiurlionisa, Eugeniusz Morawski, który później również zwrócił się na drogę malarstwa.

Warszawa schyłku XIX wieku, chociaż od pewnego czasu była już tylko miastem dalekiego pogranicza carskiej Rosji, nadal pielęgnowała pamięć stolicy Rzeczypospolitej Obojga Narodów i ambicje ośrodka kultury. Tutaj młody Čiurlionis zetknął się z różnobarwną panoramą kultury miasta, w której dominował kult dziedzictwa Fryderyka Chopina i która była przesiąknięta duchem odrodzenia narodowego. Młody kompozytor zanurzył się w studia kompozycji i wir kultury miasta. Jego kompozycje z okresu studiów, zwłaszcza te związane z zadaniami programu akademickiego i działalnością czasu wolnego, są świadectwem nie tylko bardzo poważnych ambicji studenta, ale również jego wrażliwości na dominujące w jego otoczeniu głosy. Jednocześnie w zapiskach nutowych Čiurlionisa z tego okresu można natknąć się na wiele dźwiękowych ech doświadczeń dzieciństwa przywiezionych z Litwy: od chorałów litewskich pieśni ludowych po rozmarzone pejzaże muzyczne inspirowane okolicami Druskienik. Utwory te to naturalny głos kompozytora, który później rozwinie się w oryginalny artystyczny świat dźwięków i obrazów Čiurlionisa. Po raz pierwszy ta kombinacja z całą swoją siłą rozbrzmiała w stworzonym w 1900 roku poemacie symfonicznym W lesie, który został napisany na konkurs muzyczny hrabiego Maurycego Zamoyskiego i zdobył tam nagrodę. Tak rozpoczyna się historia tradycji litewskiej muzyki symfonicznej [fragment]

Lipsk.
Jesienią 1901 roku dzięki wsparciu księcia Ogińskiego młody kompozytor wyjeżdża do Lipska, aby doskonalić tam swoje umiejętności. Od wielu dekad miasto to niczym magnes przyciągało na studia młodych muzyków z różnych krajów: wabiło ich legendarne, założone przez Felixa Mendelssohna-Bartholdy'ego Konserwatorium Muzyczne, orkiestra symfoniczna Gewandhaus, trwająca od wieków tradycja chóru chłopięcego kościoła św. Tomasza, wyraźne ślady takich kompozytorów jak Bach, Clara i Robert Schumann i Johannes Brahms oraz światowej sławy profesorowie i kompozytorzy Carl Reinecke i Salomon Jadassohn.

Čiurlionis, który nie mówił po niemiecku i czuł się z tego powodu wyjątkowo samotnie w tym ognisku kultury europejskiej, zbliżył się szczególnie z urodzonym we Wrocławiu i przejawiającym sympatię wobec dążeń młodego studenta z Warszawy Salomonem Jadassohnem, natomiast akademicki czy nawet staromodny styl Reineckego szybko stał się raczej ograniczeniem dla poszukującego własnego głosu kompozytora, myślącego już w duchu rozpoczynającego się XX wieku i dążącego do tego, aby do swoich partytur włączyć litewskie barwy i wrodzoną sobie tęsknotę. Dlatego wyjściem dla poszukującego sposobu na opanowanie tajemnic orkiestracji Čiurlionisa stały się koncerty Orkiestry Gewandhaus oraz Biblioteka Muzyczna Peters, w której spędzał całe godziny, studiując partytury Hectora Berlioza i Richarda Straussa, a nawet je przepisując. W Lipsku narodził się niejeden pomysł na dzieło symfoniczne – uwertura do opery Kiejstut, pierwsza symfonia i koncert na wiolonczelę i orkiestrę. Niestety, do naszych dni zachowała się jedynie transkrypcja fortepianowa Kiejstuta. Swoją samotność w Lipsku Čiurlionis oddala poprzez częste wizyty w lipskim muzeum sztuki, gdzie zachwyca się niemieckimi symbolistami, zwłaszcza Arnoldem Böcklinem. W czasie przerwy bożonarodzeniowej kupuje farby i papier. Wysyła z Lipska do znajomych nie tylko listy, ale również rysowane przez siebie pocztówki. Gdy po uzyskaniu świadectwa ukończenia studiów w lipcu 1902 roku Čiurlionis wraca do Warszawy, jest już zdecydowany, że od tej chwili będzie poświęcał swój czas zarówno muzyce, jak i malarstwu.

5. O STUDIACH ARTYSTYCZNYCH

Już w Lipsku Čiurlionis poczuł narastające upodobanie do sztuki: swoją samotność zagłuszał malując. Po powrocie do Warszawy w 1902 roku Čiurlionis zapisał się do Klasy Rysunkowej Jana Kauzika, a w 1904 roku niezwłocznie wstąpił do świeżo założonej w marcu tego roku warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

czytaj więcej...

Na jej dyrektora wybrano malarza Kazimierza Stabrowskiego. Urodził się on na historycznej Litwie, niedaleko Mińska i był patriotą kraju ojczystego, który utracił swoją państwowość. Z jednej strony poprzez Szkołę Sztuk Pięknych pragnął on odtworzyć ciągłość zamkniętej po powstaniu styczniowym warszawskiej placówki wychowywania malarzy o takiej samej nazwie. Z drugiej strony Stabrowski, który studiował w Akademiach Sztuk Pięknych Sankt Petersburga i Paryża, wiele podróżował i coraz bardziej rozwijał swoje zainteresowania teozoficzne, kształtował wraz z kolegami program wychowawczy szkoły, orientując się na nowe wówczas tendencje w sztuce zachodniej. Przedmiotów artystycznych uczyli Čiurlionisa także śledzący nowinki w sztuce Konrad Krzyżanowski, Ferdynand Ruszczyc i Karol Tichy, a w nieco mniejszym wymiarze Ksawery Dunikowski i inni. Koledzy Konstantinasa cenili go jako muzyka i kompozytora. Bardzo często zajmował on pierwsze miejsca w przeglądach prac sztuki zarówno stosowanej, jak i przede wszystkim sztuki czystej. Dzięki temu zdobywał nagrody, a nawet został zwolniony na rok z opłaty za studia.

W Warszawie Čiurlionis zobaczył wiele wystaw zagranicznych i polskich artystów w salonie Krywulta i w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Mógł tam podziwiać oryginalne prace uznanych autorów od Francisca Goi i Arnolda Böcklina po Henriego de Tolouse Lautreca, Jamesa Abbotta McNeila Whistlera, Maxa Klingera i Odilona Redona. Čiurlionis zobaczył tam również wiele prac artystów młodopolskich. W Zachęcie warszawska Szkoła Sztuk Pięknych zorganizowała wystawę twórczości swoich wychowanków, na której prace Čiurlionisa przykuły uwagę kilku nabywców. Młody artysta odwiedzał też salony Stabrowskieg i Ruszczyca, ożywiane przez odczyty i dyskusje szeroko wówczas znanych literatów młodopolskich, takich jak Stanisław Przybyszewski i Tadeusz Miciński, czy redaktorów i krytyków literackich, takich jak Zenon Przesmycki i Artur Górski. Spotkania te pomogły Čiurlionisowi nabrać orientacji w ówczesnym świecie literatury.

Młodzi studenci sztuki czasami spotykali się również w mniej formalnym otoczeniu – na przykład u Čiurlionisa. Na fotografii widzimy nieformalne spotkanie towarzyskie studentów Szkoły Sztuk Pięknych pod koniec 1904 roku. Kolega Čiurlionisa Henryk Hayden, który wiele lat później podarował tę fotografię jednemu z Litwinów, opowiedział, że na widocznym na niej pianinie Čiurlionis i Morawski grywali na cztery ręce Bacha i Mozarta dla swoich kolegów.

W czasie wakacji warszawska Szkoła Sztuk Pięknych organizowała plenery. Pierwszy wyjazd praktyki malowania na wolnym powietrzu odbył się w czerwcu-lipcu 1904 roku. Čiurlionis i ponad trzydziestu jego kolegów wyjechali do Arkadii. Cóż to za miejsce? Tak nazywa się park dworu Radziwiłłów w Nieborowie niedaleko Łowicza. Pod koniec XVIII wieku założyła go ostatnia wojewodzina wileńska Helena Radziwiłłowa. Część budynków parkowych nie dochowała się do czasu, kiedy przybył tam Čiurlionis i inni malarze, a część była już podniszczona. Jednak w lustrze sadzawki nadal odbijała się dumnie Świątynia Diany, a w cieniu parkowych drzew krył się Domek Gotycki nad Grotą Sybilli, Przybytek Arcykapłana i inne budynki. Čiurlionis z Eugeniuszem Morawskim i Janem Brzezińskim ulokowali się na Wyspie Topolowej. Studenci malowali z niewielkimi przerwami od siódmej godziny rano do siódmej wieczorem. Tylko w niedziele wszyscy udawali się na wycieczki. Odbywały się tu także wieczorki literackie i czytano czasopismo „Chimera”.
Po wyremontowaniu organów w Świątyni Diany Čiurlionis z Morawskim zaczęli wieczorami organizować koncerty, nierzadko z towarzyszeniem występów wokalnych. Pewien wieczór, podczas którego odbywał się bal maskowy, stał się wyjątkowy – malarze przebrali się w kostiumy oddające wizje przeszłości i stali się „cieniami zmarłych”. Postaci Heleny Radziwiłłowej towarzyszył widmowy historyk, pisarz i poeta Julian Ursyn Niemcewicz. Przebrany za niego był Čiurlionis, który w ręku trzymał pergamin z napisem „Chronos wszystko pożre”. Morawski odgrywał błotnego Wodnika. Muzykę taneczną, która rozbrzmiewała całą noc, o świcie zagłuszył huk organów dobiegający ze Świątyni Diany – to Čiurlionis z Morawskim witali wschodzące słońce! Wielu z uczestników nawet w sędziwym wieku wspominało żywo wyjątkową atmosferę tego wydarzenia i całego pleneru. Na fotografii widzimy uczestników pleneru, uwiecznionych na schodach wspomnianej świątyni, które zdobi dekoracyjna rzeźba sfinksa. Čiurlionis z kolegami ze Szkoły Sztuk Pięknych uczestniczył też w plenerze w Istebnej na Śląsku. Ale miał też inne okazje do wyjazdów.

6. M. K. ČIURLIONIS I RODZINA WOLMANÓW

Studiując w Warszawie, Čiurlionis poprzez swojego kolegę ze studiów Bronisława Wolmana poznał jego gościnną i miłą rodzinę. Wkrótce stał się bliskim przyjacielem Wolmanów i razem z innymi kolegami bywał zapraszany na odbywające się w salonie tego domu wieczorki, podczas których dyskutowano na tematy literackie i filozoficzne oraz muzykowano.

czytaj więcej...

Na cykl wykładów zaproszono tutaj także filozofa Adama Mahrburga, który niegdyś w Lipsku słuchał wykładów Wilhelma Wundta. Čiurlionis odwiedzał Wolmanów częściej niż jego koledzy: przychodził do nich na obiady, a ponadto regularnie uczył muzyki siostrę Bronisława Halinę Wolman, do której poczuł sympatię i później dedykował jej trzy swoje preludia i poetyckie „Listy do Dewduraczka“.

Matka młodych Wolmanów, Bronisława Wolman, była prawdziwą entuzjastką sztuki i kobietą wielkiej inteligencji. Stała się konsekwentną promotorką i mecenaską talentu Čiurlionisa. Jako pierwsza natknęła się w prasie rosyjskiej stolicy na wyjątkowo przychylną wypowiedź krytyka sztuki Brieszko-Brieszkowskiego o pracach Čiurlionisa, zaprezentowanych na wystawie uczniów warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu. Čiurlionis jako jedyny z całej grupy został wyróżniony jako artysta o indywidualnym stylu. Pani Wolman od razu zatem nabyła cykl Čiurlionisa Stworzenie świata, podarowała mu najpopularniejszą wówczas wśród intelektualistów książkę, finansowała jego podróże edukacyjne i sama zapraszała go, aby wyjeżdżał z jej rodziną na wakacyjne wycieczki. Nie bez przyczyny Čiurlionis ofiarował jej swój obraz Przyjaźń i dedykował jej poemat symfoniczny Morze. Ta wspaniałomyślna kobieta, gdy przybyła na I Wystawę Sztuki Litewskiej, zdążyła porozmawiać z biskupem o sprawie zwolnienia ojca Čiurlionisa z funkcji organisty. Z okazji świąt wysyłała osobiste pozdrowienia członkom rodziny malarza. W liście do brata Povilasa Konstantinas przyznawał: „Szkoda, że nie znasz pani Wolman – jedyna nadzwyczajna Kobieta, jaką znam”.

Razem z rodziną Wolmanów artysta odwiedził znajdujący się otoczony górami Podkarpacia kurort Krynica, a także pojechał (razem z przyjacielem Eugeniuszem Morawskim) z nimi na Kaukaz nad Morze Czarne. Przed wyjazdem do Anapy latem 1905 roku Čiurlionis miał już własny aparat fotograficzny marki Kodak. Od czerwca do sierpnia zachwycał się górskimi pejzażami, fotografował i malował. W liście do brata Povilasa dzielił się wrażeniami, które głęboko w niego zapadły i stały się później symbolicznymi motywami jego twórczości: „Brzegi skaliste wysokie, miejscami nieprzystępne, miejscami ledwo uciec przed falą można, a z góry jakiej to i prawie pół morza widać… Widziałem góry, których po głowach gładziły obłoki, widziałem i dumne śniegowce, które wysoko trzymały swoje lśniące korony… Widziałem Elbrus niby wielki śnieżny obłok na czele białej procesji gór, odległy o 140 wiorst. Widziałem wąwóz Darialski o wschodzie słońca śród dzikich fantastycznych skał o barwach szarozielonych i różowych”. Ogromna część zdjęć z albumiku z Anapy została wykonana przez Čiurlionisa. Najczęstsze motywy to morze, łodzie żaglowe i strome skały nadbrzeża...

widzimy góry Kaukazu wzdłuż brzegu Morza Czarnego z oddalającą się postacią Konstantinasa.

Otrzymawszy od pani Wolman prezent finansowy, jesienią 1906 roku Čiurlionis wybrał się na podróż po miastach Europy Środkowej – do Pragi, Drezna, Norymbergi, Monachium i Wiednia. W czasie podróży intensywnie oglądał ekspozycje sztuki w niemal dwudziestu galeriach i muzeach, wielu kościołach oraz na wystawach sztuki czystej i stosowanej. Po wizycie w Monachium pisał do swojej przyjaciółki i mecenaski, że zobaczył dwie pinakoteki, Glaspalast, Międzynarodową Wystawę Sztuki, Gliptotekę i wystawę artystów francuskich. Poza Monachium najbardziej podkreślał doświadczenia z Drezna, Norymbergi i Pragi. Ze starych mistrzów malarstwa wyróżnił Rafaela, Botticellego, Albrechta Dürera, Hansa Holbeina, Antoona Van Dycka, Rubensa, Tycjana, Rembrandta, Bartolomé Murillo i Diego Velázqueza, a z nowoczesnych – Arnolda Böcklina, Franza von Stucka, Maxa Klingera, Ferdinanda Hodlera i Pierre’a Puvis de Chavannesa. Na sztukę francuskich impresjonistów i postimpresjonistów nie zwrócił większej uwagi.
Podróż ta miała wielkie znaczenie dla niewiarygodnie nowatorskich eksperymentów Čiurlionisa w dziedzinie sztuki wizualnej: dla kolorystyki jego obrazów i techniki malarskiej, oryginalnej estetyki harmonijnych form i kompozycyjnego minimalizmu – redukcji obrazu niemal do abstrakcji. Najlepiej widać to w cyklach jego obrazów zatytułowanych Zima, Lato i Cisza oraz w wizjach malarskich sonat, które zaczął realizować rok później.

7. M. K. ČIURLIONIS W WILNIE

Kiedy jesienią 1905 roku w Warszawie założono Towarzystwo Litewskie Wzajemnej Pomocy, Čiurlionis zaczął pracować z chórem tego towarzystwa, kierowany również względami społecznymi. Pół roku później mógł już z nim koncertować.

czytaj więcej...

Prehistoria przybycia do Wilna

Założyciel litewskiego towarzystwa Vincas Palukaitis nie tylko zaprosił Čiurlionisa do kierowania chórem, ale również do harmonizowania litewskich pieśni ludowych podczas przygotowania śpiewnika dla szkół ludowych zatytułowanego Vieversėlis (pl. Skowronek). W styczniu 1906 roku w liście do brata Povilasa Čiurlionis przyznawał się, że chce tworzyć nie tylko repertuar dla chóru, ale również operę: „Znasz ruch litewski ? Ja zamierzam całą swoją pracę przeszłą i przyszłą poświęcić Litwie. Uczymy się litewskiego i mam zamiar napisać operę litewską”. Wiosną tego samego roku jego prace prezentowano na wystawie prac rosyjskich szkół artystycznych i wyróżniono w prasie stolicy spośród prac wszystkich przedstawicieli warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Recenzent wystawy ocenił go jako obiecującego artystę litewskiego, z czego bardzo cieszyli się członkowie warszawskiego chóru. Vincas Palukaitis jako pierwszy prezentował Čiurlionisa w prasie litewskiej. Pod koniec roku malarz przedstawił swoje prace na I Wystawie Sztuki Litewskiej.

 

Osiedlenie się w Wilnie

Po tym, jak rozpoczęły się rewolucyjne niepokoje, życie w Warszawie stawało się dla Čiurlionisa coraz bardziej niebezpieczne, tym bardziej, że uwaga policji skupiła się na jego najbliższych przyjaciołach. Latem 1907 roku zatrzymał się w Druskienikach, z dala od oczu policji, a jesienią uczestniczył w zakładaniu Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Čiurlionis przyznawał później, że Wilno bardzo mu się wtedy spodobało. Choć uznał miasto za zacofane, to jego mieszkańcy wydali mu się bardziej sympatyczni niż warszawiacy. Już wtedy nawiązał znajomości z ludźmi kultury i uczestniczył w pierwszych posiedzeniach towarzystwa, gdzie został wybrany jego członkiem. To jemu powierzono zorganizowanie wystawy litewskiej w zastępstwie za wyjeżdżającego do Paryża Žmuidzinavičiusa. Otwarcie wystawy miało nastąpić 23 grudnia, czekał go więc ogrom pracy. Po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” artysta podsumował w liście do swojej opiekunki Bronisławy Wolman, że jego przeprowadzka do Wilna jest nieuchronna.

Działalność w Wilnie

Początkowo Čiurlionis uczniów, którym mógłby dawać lekcje, poszukiwał przez znajomych, ale pod koniec 1907 i na początku 1908 roku nosił już ogłoszenia o swoich lekcjach do gazet. W jednym z ogłoszeń czytamy: „K. Čiurlianis, ukończywszy konserwatoria w Warszawie i Lipsku, zamieszkał w Wilnie i uczy gry na fortepianie oraz teorii muzyki. Jego adres to ul. Andriejewskaja 11, m. 6”. Widocznie nie miał zbyt wielu uczniów. Jeden z nich opowiedział o tym, jak współczujący był ich nauczyciel wobec biednych uczniów – zmniejszał im opłatę, a gdy któryś nie miał możliwości nabycia podręcznika, całymi wieczorami przepisywał ręcznie ćwiczenia z harmonii, zarabiał więc niewiele. Čiurlionis szukał możliwości zatrudnienia się w szkole muzycznej, jednak kierujący tą instytucją Zenon Jakubowski wydał się muzykowi zbyt arogancki: zażądał dyplomu uczelni wyższej. Čiurlionis, który nie przywiązywał znaczenia do żadnych świadectw, niezbyt uprzejmie odpowiedział, że trzyma dokument ukończenia studiów pod łóżkiem. Na tym zakończyły się próby zatrudnienia się w tej placówce.
Najbardziej bodaj stałe dochody miała przynieść muzykowi praca z chórem Vilniaus Kanklės (pl. Wileńskie gęśle), którego członkom wyznaczył spotkania cztery razy w tygodniu, ale nie dostawał wynagrodzenia za spotkania, które nie odbywały się z powodu np. choroby. Muzyka połączyła z chórzystami nić sympatii. Uczył ich teorii muzyki i jednocześnie pisał dla nich ćwiczenia na dwa i trzy głosy. Był z tej pracy dość zadowolony, choć narzekał też na trudności wynikające z tego, że poza kilkoma zdolnymi osobami, reszta jest pozbawiona słuchu i głosu. Skarżył się też, że fundatorzy chóru po tak krótkim czasie żądają efektów pracy w postaci koncertu.
W pokoiku, którego niewielkie okno było skierowane na wschód, Čiurlionis nie mógł malować ciemnymi zimowymi miesiącami, dlatego wymyślał sobie zadania ze sztuki stosowanej: projekty plakatów wystaw, okładek katalogów i książek, winiet i inne prace graficzne. Pisał artykuły. Często siadał do pianina, aby przygotować się jako pedagog czy kierownik chóru albo ćwicząc program koncertowy. W salach Wilna Čiurlionis pokazywał się nie tylko w roli koncertmistrza, ale również na prawach solisty – wykonywał dzieła Ludwiga van Beethovena, Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki i innych kompozytorów. Ze swoich kompozycji grał wileńskiej publice kilka preludiów oraz transkrypcję fortepianową partii organ z kantaty De Profundis.
Przy instrumencie spędzał długie chwile improwizując i komponując swoje utwory: w Wilnie stworzył stylistycznie nowatorski cykl pejzaży fortepianowych Morza, który później został wykonany na koncercie w Sankt Petersburgu podczas cyklicznie organizowanego wydarzenia Współczesne Wieczory Muzyczne. W Wilnie Čiurlionis zaczął planować napisanie opery Jurata. Pomysł ten starał się rozwinąć później, gdy tymczasowo zamieszkał w Sankt Petersburgu.

Artyście zdarzało się uczestniczyć w posiedzeniach litewskich i międzynarodowych towarzystw artystycznych. Należał nie tylko do Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych ale też do Wileńskiego Towarzystwa Artystycznego. W 1909 roku Litewskie Towarzystwo Naukowe zaprosiło go do pracy w komisji zbierania pieśni ludu litewskiego. W tym samym roku nowo założone towarzystwo litewskie Rūta zamówiło u niego kurtynę sceniczną, która zachowała się do naszych dni. Narzeczona artysty, a później jego żona, Sofija Kymantaitė-Čiurlionienė, która jesienią 1908 roku wstąpiła do Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych, uczestniczyła też w działalności Litewskiego Towarzystwa Naukowego. Według niej do zamieszkania w Wilnie Konstantinasa „popychał jakiś imperatyw kategoryczny, aby tu pracować w dziedzinie sztuki, budzić, inspirować i pokazywać tutejszym ludziom, co sami mogą stworzyć”.
Čiurlionis zaangażował się również w bardzo żywą wówczas dyskusję o tym, czy należy zbudować Dom Narodowy, czy lepiej kupić istniejący już budynek w Wilnie. Kwestię tę poruszył doktor Jonas Basanavičius, a w dyskusji uczestniczyli przedstawiciele różnych towarzystw, chociaż to członkowie Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych byli jednymi z najaktywniejszych. Čiurlionis opowiedział się za budową ambitnie zaprojektowanego budynku. Miały w nim mieścić się sale koncertowe, muzealne, wystawowe i posiedzeń, klub, biblioteka z czytelnią, sale do ćwiczeń i inne. Obiecywał ofiarować swoje prace muzeum Domu Narodowego. Działkę pod jego budowę na Górze Bouffałowej za pochodzące ze składki środki kupiono już po śmierci artysty. Niestety, w czasie I wojny światowej suma z funduszu budowy straciła na wartości i zamysł nie został zrealizowany.

Przygotowania do II Wystawy Sztuki Litewskiej

Największe zadanie społeczne przypadło Čiurlionisowi podczas przygotowań do II Wystawy Sztuki Litewskiej. W jednym ze swoich listów pisał, że niemal wszystkim zajmował się własnoręcznie. Musiał zadbać o listy, artykuły, bilety, katalogi, plakaty, wystawy, stoiska handlowe oraz kontakty z policją i gubernatorem. Sam otwierał skrzynie, dźwigał ciężary i biegał do ramiarza. Wieszał też obrazy w czterech salach o różnych obiciach i złym oświetleniu bocznym. Wspominał potem trudności z olbrzymimi obrazami Stabrowskiego. Mimo to udało mu się otworzyć wystawę na czas – 28 lutego o godzinie pierwszej po południu zamiast ceremonialnych przemów wywieszono ogromną błękitną flagę i otwarto drzwi. Gości było dużo i otwarcie przebiegało w ścisku. Wystawiane dzieła budziły różne reakcje – od zdziwienia przez śmiech po głębokie zrozumienie, jednak ogólnie rzecz biorąc publika orzekła, że wystawa jest ładniejsza od poprzedniej. Żałowano też, że jest tak mała. Odbywała się ona do 28 kwietnia (w nowym stylu do 11 maja). Čiurlionis przedstawił na niej około sześćdziesięciu swoich prac, z których wyróżniały się cykle Sonata słoneczna, Sonata wiosenna, Zima, obrazy Przyjaźń, Przeszłość, Wieść, tryptyki Lato, Moja droga, Bajka i inne dzieła.

Pod koniec lata 1908 roku Čiurlionisa wybrano na honorowego członka Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych obok przewodniczącego Antanasa Žmuidzinavičiusa, dyrektora warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych Kazimierza Stabrowskiego oraz malarza i kolekcjonera Tadeusza Dowgirda.

Litewskie Towarzystwo Sztuk Pięknych do wybuchu wojny zorganizowało osiem wystaw sztuki litewskiej, które odwiedziło ponad 10 000 gości. Wiosną i na początku lata 1911 roku współideowcy Čiurlionisa z towarzystwa zorganizowali pośmiertną wystawę jego prac w Wilnie i w Kownie oraz pomagali w organizacji pośmiertnych wystaw prac malarza w Moskwie i Sankt Petersburgu. Z inicjatywy organizacji o nazwie Rota Čiurlionisa w latach 1913-1914 w Wilnie funkcjonowała stała wystawa prac Čiurlionisa. Zbliżający się front I wojny światowej spowodował, że Wilno utraciło tę cenną kolekcję – została pośpiesznie przewieziona do Moskwy, a zwrócono ją już do Kowna, które stało się pierwszą stolicą niepodległej Republiki Litewskiej. Cała kolekcja jest teraz przechowywana w Narodowym Muzeum Sztuki im. M. K. Čiurlionisa w Kownie.

8. M. K. ČIURLIONIS I SOFIJA KYMANTAITĖ

W Wilnie Čiurlionis spotkał człowieka, który stał się dla niego najbliższą osobą. Była to Sofija Kymantaitė, która jesienią tego samego 1907 roku po studiach w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Wyższych Kursach dla Kobiet przyjechała do Wilna, aby pracować w redakcji czasopisma „Viltis”. Zaangażowała się również w ruch kobiet i działalność towarzystwa Žiburėlis.

czytaj więcej...

Towarzystwo to przygotowywało uroczystość poświęconą Vincasowi Kudirce, Sofija napisała więc list do Čiurlionisa do Druskienik z prośbą, aby zagrał na tym wieczorze. Wkrótce Čiurlionis przybył do Wilna. Gdy Sofija dowiedziała się, że zamierza on zobaczyć próbę generalną do spektaklu Gabriela Landsbergisa-Žemkalnisa Blinda, wybrała się tam wraz z Feliciją Bortkevičienė, aby uzgodnić z muzykiem szczegóły koncertu. Sofija opowiadała później: zobaczywszy Konstantinasa „nagle jakby jakaś fala zalała mi serce. Wiedziałam absolutnie wszystko. To „on” powiedziałam sama do siebie i czekałam, jakby otoczona jakąś mgłą, aż Bortkevičienė mi go przyprowadzi“. Čiurlionis uprzejmie zgodził się grać podczas wieczoru, który odbył się tydzień później. Przemowa Sofiji o Kudirce, pełna romantycznego patosu, silnie oddziałała na publikę. Po przerwie grał Čiurlionis, który potem przysiadł się do dwudziestodwuletniej wówczas Sofiji i powiedział: „Pani tak ładnie mówiła. Słuchając Pani postanowiłem, że będzie mnie Pani uczyć języka litewskiego.” Sofija się nie sprzeciwiła.

Proszę spojrzeć na oprawioną w metalową ramkę fotografię Sofiji na półce i porównać jej wygląd z tym, jak opisał ją Čiurlionis po ich pierwszym spotkaniu: „Panna Kimunt - b. przystojna [...] Skończyła wyższe kursa Baranieckiego w Krakowie, pracuje w redakcji „Wiltisa” i ślicznie mówi po litewsku. Nie chce mnie dawać lekcyj, ale to nic”. Spotykali się w wynajmowanym przez niego pokoiku trzy razy w tygodniu. Nie tylko uczyli się języka litewskiego z podręcznika Jonasa Jablonskisa oraz śpiewników Antanasa Juški i Liudvikasa Rėzy, ale również rozmawiali o literaturze, muzyce i sztuce. Wkrótce stali się bliskimi przyjaciółmi. Sofija pisała artykuły do prasy, w których zapraszała do kierowanego przez muzyka chóru.

Malarz zaprosił ją do tego pokoiku wkrótce po otwarciu II Wystawy Sztuki Litewskiej. Posłuchajmy jej wspomnień: „Koło okna stała kanapa, przed nią – owalny stół, pod ścianą z prawej strony pianino. Usiadłam na kanapie, zamknęłam oczy, Konstantinas improwizował... Ile minęło czasu – pół godziny, godzina – nie wiem. Muzyka ucichła, a wieczorny półmrok wypełnił pokój. W tym półmroku wciąż wydawało mi się, że otaczają mnie tony muzyki. Wstałam. Niewypowiedziane szczęście i bezbrzeżny smutek wprost zaparły mi dech. Ruszyłam z miejsca i, stając za jego plecami, zaczęłam gładzić odchyloną głowę i pochyliwszy się, lekko pocałowałam dumne czoło. Przycisnął mi dłonie do ust – żadnych słów. To była granica, której żadne z nas nie pragnęło przekraczać”.

Wspólne zamysły twórcze Konstantinasa i Sofiji rozwijały się bardzo szybko – pieśni na chór komponowane przez Čiurlionisa na motywach poezji narzeczonej, projekt opery Jurata czy wspólnie tworzona książka - zbiór artykułów Lietuvoje (Na Litwie). Obydwoje nadal wygłaszali odczyty i koncertowali podczas wydarzeń kulturalnych.

W towarzystwie Sofiji, dziewczyny o „oczach jak morze”, Konstantinas miał znowu możliwość odwiedzenia miejsc młodości w Płungianach oraz spędzenia letnich miesięcy nad morzem w Połądze. Doświadczenia te wzmogły jego moce twórcze: nad morzem zaczął malować jedne ze swoich najbardziej efektownych obrazów – cykl Sonata morska, dyptyk Preludium i fuga oraz tryptyk Fantazja. 1 stycznia 1909 roku narzeczeni pobrali się i wyjechali do Sankt Petersburga. W Wilnie zatrzymali się na kilka tygodni dopiero w czerwcu – wtedy Čiurlionis koncertował w tym mieście po raz ostatni i wykonał kurtynę zamówioną przez towarzystwo Rūta. Artysta wspominał później, jak dużo radości przysporzyło wspólna praca, gdy na rozpiętym na ścianie olbrzymim płótnie o wymiarach sześć metrów szerokości i cztery wysokości, które własnoręcznie zagruntował, szkicował węglem kontury pracy, a potem w pośpiechu malował, używając drabiny. Sofija pomagała mu przy stylizacji kwiatów. Po zamknięciu drzwi tej improwizowanej pracowni Čiurlionis już nie osiedlał się w Wilnie – odwiedził je epizodycznie jesienią tego roku przed wyjazdem do Sankt Petersburga.

Konstantinas pragnął pokazać swoje prace na wystawach rosyjskich towarzystw artystycznych Mir isskustwa i Salon. Dość szybko doczekał się uznania, choć niejednogłośnego, tych wybrednych reformatorów sztuki. Niestety jego choroba postępowała szybciej. Listy miłosne pisane w latach 1809-1909 z ówczesnej stolicy Rosji do Sofiji są dziś uważane za część kanonu tego gatunku. Pomagają one nie tylko poznać wydarzenia z biografii Čiurlionisa, ale również niezmiernie wrażliwą duszę artysty stęsknioną piękna.

9. ALBUM ZNAJOMYCH

Po osiedleniu się w Wilnie Čiurlionis pisał w liście do Haliny Wolman: „Chcę w ogólnym zarysie przynajmniej opisać Ci moje życie tutejsze. Przede wszystkim ten nadmiar pracy, której się tutaj spodziewałem, okazuje się tylko urojeniem.

czytaj więcej...

Cierpię na brak jej od samego przyjazdu. Mam tylko jedną lekcję i to raz tygodniowo. Chóry niedawno rozpoczęłem prowadzić wprawdzie 4 razy tygodniowo, ale za to już 3 razy zdążyłem chorować na influenzę i jeżeli tak dalej będzie, to się nie napracuję nad nimi”.

Kiedy kierownik chóru ciężko chorował, odwiedzał go doktor Andrius Domaševičius. Był to potomek szlachty o lewicowych poglądach, który zaraz po powrocie do Wilna włączył się do działalności tzw. Dwunastu wileńskich apostołów. Założył litewską partię socjaldemokratyczną, pomagał organizować Wielki Sejm Wileński, ale w okresie znajomości z Čiurlionisem wycofał się z kierownictwa partii. Miał prywatną przychodnię i szpital, wizytował także inne placówki medyczne. Interesował się muzyką i pisał do prasy. „Dr Domaszewicz – osobistość wysoce inteligentna, rozmiłowany w muzyce klasycznej, brunet, niebieskie oczy, pielęgnował mię w chorobie bardzo starannie” - pisał o nim Čiurlionis. Przez pewien czas muzyk nie mógł zresztą komponować – pianino nabył dopiero po Nowym Roku. Za to z lubością słowami kreślił portrety napotkanych ludzi.

Na początek opisał parę, której przychylność była mu pomocna podczas poszukiwania pracy. Byli to Jonas i Ona Vileišisowie. Jonas pełnił wówczas obowiązki przewodniczącego towarzystwa Vilniaus Kanklės. Był też jednym z założycieli Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych, do którego należał też Čiurlionis. Jako sekretarz towarzystwa Vileišis wyraźnie nie nadążał wykonywać tych obowiązków, dlatego Čiurlionis w swoim liście nieco go karykaturował: „Jan Vilejszys - [...] sympatyczny, trochę arystokrata, trochę burżuj, należy do wszystkich istniejących w Wilnie towarzystw litewskich zdaje się po to tylko, żeby należeć, bo nigdzie nie ma czasu zrobić naprawdę coś dobrego. Zakochany w żonie”. Rzeczywiście jego żona była wyjątkowym człowiekiem: Jonas Vileišis poślubił piękną Annę z arystokratycznego rodu Kossakowskich, która całkowicie przyjęła narodowe ideały męża, zaczęła nie tylko mówić, ale nawet pisać po litewsku. Čiurlionis nie wzbraniał się, aby grać z nią na cztery ręce na fortepianie, ponieważ była serdeczna, ciepła i zawsze gotowa przyjąć godnie swojego gościa. Dom tej rodziny do pewnego stopnia kompensował mu utratę gościnnego warszawskiego domu Wolmanów.

Pośród nowych znajomych Čiurlionis wspominał też brata Jonasa – Petrasa Vileišisa, bezwarunkowego stronnika litewskiego ruchu narodowego. Zdobył on specjalność inżyniera mostów kolejowych i pracował w głębi Rosji jako podwykonawca przy budowach konstrukcji kesonowych, dzięki czemu zgromadził niemały kapitał. Po powrocie na Litwę wykorzystał go nie tylko do prowadzenia własnych przedsięwzięć, ale także przeznaczył jego część na pierwszą litewską gazetę „Vilniaus žinios” oraz na założenie i utrzymanie litewskiej drukarni i księgarni. Wielu przedstawicieli inteligencji narodu litewskiego, takich jak Jonas Basanavičius, Jonas Jablonskis, Gabrielė Petkevičaitė-Bitė, Mykolas i Vaclovas Biržiškowie, Žemaitė czy Juozas Tumas-Vaižgantas, mogło zamieszkać w Wilnie dzięki miejscom pracy stworzonym przez Petrasa Vileišisa. Przez cztery lata był on także członkiem dumy miejskiej, a w 1905 roku brał udział w organizacji tzw. Wielkiego Sejmu Wileńskiego. To w jego pałacu otwarto I Wystawę Sztuki Litewskiej, na której Litwini po raz pierwszy zobaczyli obrazy Čiurlionisa.

Na ścianie tego pokoju widzicie Państwo fotografie z I Wystawy Sztuki Litewskiej w pałacu Vileišisa. „Piotr Wilejszys – nadzwyczaj sympatyczny stary, prosty, dobroduszny – charakteryzował go Čiurlionis i dodawał – przed kilku laty miał coś 500 tysięcy, a teraz pozostał przy 50ciu. Wszystko poszło między ludzi i na rozmaite cele odrodzeniowe” W rzeczywistości majątek Vileišisa topniał w jeszcze bardziej dramatycznym tempie, co skłoniło go do ponownego wyjazdu w głąb Rosji na zarobek. W swoim liście Čiurlionis przyznawał: „sympatyzujemy ze sobą”.

Rozwieszając swoje obrazy na I Wystawę Čiurlionis poznał dwudziestosiedmioletniego artystę Petrasa Rimšę, który jako jeden z pierwszych zaczął nawoływać w prasie litewskich artystów do wspólnej ekspozycji prac. Z początku nieobyty Rimša nieco krępował się starszego kolegi, ale wkrótce zaprzyjaźnił się z nim blisko i stał się jego pomocnikiem podczas organizacji II Wystawy Sztuki Litewskiej. Później Rimša z przyjemnością wspominał nastrój, jaki panował podczas przygotowań do I Wystawy: „Duszą pełną dobrego nastroju był w naszym kręgu, oczywiście, Antanas Žmuidzinavičius. Ale nie brakowało go również Čiurlionisowi. Byli oni także mistrzami śpiewu podczas tych przygotowań. Przecież nawykło się pracować z pieśnią na ustach. Widzę Čiurlionisa i Žmuidzinavičiusa jakby to było dzisiaj, gdy w salach wystawienniczych wieszali wysoko na ścianach obrazy. I nagle z młodych piersi wylała się wspaniała dzukijska pieśń Oi giria giria (Oj lesie lesie). […] Zaczynaliśmy śpiewać tak zapamiętale, że nawet praca stawała. Przygotowania do wystawy połączyły artystów więzami wyjątkowo bliskiej przyjaźni”.

Malarz pejzażysta Antanas Žmuidzinavičius, który studiował w Warszawie i Paryżu, w 1907 roku stał się przewodniczącym nowo utworzonego Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Pełnił tę funkcję przez cały okres istnienia towarzystwa. Gdy w 1908 roku wyjechał doskonalić swoje umiejętności do Monachium, a potem zbierać fundusze dla towarzystwa do Ameryki, Čiurlionis zastępował przewodniczącego we wszystkich pracach organizacji. Žmuidzinavičius wspominał, jak na otwarcie I Wystawy Sztuki Litewskiej Konstantinas przyszedł w „ogromnym krawacie zawiązanym w szeroką kokardę” i jak pewna młoda panienka na widok jego obrazów, na których „podziemia mieszają się z niebem”, zapragnęła zobaczyć samego malarza, który jej zdaniem najprawdopodobniej był „Bóg wie do czego podobny”. Autor obrazów, który stał w pobliżu, pospieszył z odpowiedzią: „Droga Pani, on naprawdę jest straszny: podobny do smoka, który pożera dziewczynki”. Žmuidzinavičius, który lubił koncerty, jeszcze długo wspominał wrażenie, jakie wywarła nim gra Čiurlionisa: „Gdy Čiurlionis zaczynał grać, kończyło się życie na tym świecie: artysta sam przeprowadzał się i przenosił swoich słuchaczy na inne, piękniejsze światy marzeń i miraży”.

Po przeniesieniu się do Wilna Čiurlionis utrzymywał ścisłe kontakty z artystami nie tylko litewskiego pochodzenia. Jedną z najważniejszych nawiązanych tu znajomości był malarz Lew (Leiba) Antokolski, niemal rówieśnik Čiurlionisa. Ukończył on Wileńską Szkołę Rysunku, studiował u Ilji Riepina w Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu, a po krótkim pobycie w Paryżu, zamieszkał w Wilnie, gdzie w momencie spotkania Čiurlionisa już od pięciu lat kierował klasami rysunku przy wileńskiej Żydowskiej Szkole Rzemieślniczej. Utworzyło ją towarzystwo sztuki użytkowej, które rok wcześniej nadało placówce imię wujka Lwa – sławnego rzeźbiarza Marka (Marducha) Antokolskiego. Po raz pierwszy wyobraźnia Čiurlionisa przykuła uwagę Antokolskiego podczas I Wystawy Sztuki Litewskiej. Jego symbolistyczne prace od razu wydały mu się „pełne głębokiego znaczenia filozoficznego”, a oryginalna interpretacja tematów muzycznych była jak „rozbłyskujący oślepiająco meteor”. Później Čiurlionis spotykał się z Lwem Antokolskim w sprawach organizacyjnych Wileńskiego Towarzystwa Artystycznego. Znajomość malarza z przedstawicielami petersburskiego Miru isskustwa bardzo pomogła Čiurlionisowi w nawiązaniu kontaktów w ówczesnej stolicy carskiej Rosji. Po śmierci Konstantinasa Antokolski wspominał, jak lubił on kręte wileńskie uliczki. „Pamiętam pewien jesienny wieczór, gdy odwiedziłem jego maleńki pokoik na ulicy Andriejewskiej, w którym nie było nic poza pianinem, stosem rękopisów z nutami i suchymi jesiennymi gałązkami zawieszonymi na ścianach.. Był tam sam jak palec, ze swoimi genialnymi pomysłami, dźwięki jego muzyki zadziwiały swoją rzewnością”. W tym skromnym mieszkaniu ich rozmowy nierzadko przechodziły w muzykę, którą wygrywały biegające po klawiaturze pianina Lippenberga palce Čiurlionisa.

Čiurlionisa w jego pokoju odwiedzał również portrecista i malarz scen religijnych i ludowych utrzymanych w tradycji akademickiej Iwan Trutniew, który wówczas był już osiemdziesięcioletnim staruszkiem. Po studiach w Moskwie, podróżach po wielkich miastach Francji, Niemiec, Belgii, Holandii i Włoch oraz po okresie pracy w Witebsku już od czterech dekad prowadził on Wileńską Szkołę Rysunku. Zdobył godność akademika Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu oraz tytuły radcy stanu i rzeczywistego radcy stanu. Co prawda wśród prac Trutniewa znajdował się projekt pomnika Michaiła Murawjowa, jednak Čiurlionis mógł tego nie wiedzieć.

W 1908 roku do Wilna przeprowadził się Ferdynand Ruszczyc, który wcześniej uczył Čiurlionisa malarstwa w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych i miał na niego pewien wpływ. Obydwoje byli artystami tego samego pokolenia: daty ich urodzin dzieliło zaledwie pięć lat. Ruszczyca, który studiował w Sankt Petersburgu, podróżował po Monachium, Berlinie, Dreźnie, Paryżu i Wiedniu, a rok przepracował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, Wilno pociągało swoim mniej pretensjonalnym środowiskiem. W mieście tym odbyła się też wczesna wystawa jego prac. Dom na Zarzeczu, w którym zamieszkał Ruszczyc, był stosunkowo niedaleko od wynajmowanego przez Čiurlionisa mieszkania, malarze spotykali się. Ruszczyc oglądał Wystawę Sztuki Litewskiej i mówił potem, że warte uwagi są tylko obrazy Čiurlionisa. Podobały mu się Scherzo z Sonaty i cykl Zodiak, choć uważał, że w twórczości malarza było za dużo „kabalistyki”, a za mało malarstwa.

Po śmierci Čiurlionisa Ruszczyc niósł jego trumnę i wygłosił przemowę nad jego grobem, w której mówił o głębokim wrażeniu, jakie wywarła na nim osobowość Čiurlionisa: „żegnamy człowieka nieskazitelnej czystości, towarzysza o szczytnych dążeniach i zachowamy głęboko w pamięci tragicznie zmarłą pieśń...[...] Odszedł w zaświaty, o których sen snuł przez całe swoje życie, tak krótkie. W tę daleką krainę, której nie znamy, lecz o której wiemy, że być musi, bo ją w sobie odczuwamy, przerzucał Czurlanis z naszego brzegu tęczowe mosty dźwięków i barw. […] Dla drugich Czurlanis był wyrazem tej dwoistej ojczyzny, skąd rodem artysta i człowiek: jednej – wielkiej Ojczyzny Ducha, która bez różnicy wieków i ludów łączy dusze w jeden wielki zespół pragnienia i drugiej – tej ziemi swojej, do której syn tej ziemi tuli się z wielkim umiłowaniem. […] Jest obraz jeden Czurlanisa, dobrze Wam znany. Z budzącego się światła wyłania się ptak i dużym rozmachem swych skrzydeł okrąża szczyty i leci w dal. To „Wieść“. Z taką wieścią przyszedł Czurlanis. Był zwiastunem nowej, młodej sztuki, której nadał własne piętno odrębne. A ziemi swojej i rodakom swoim zwiastował Piękno budzącej się w nich wiosny”.

Inną artystyczną duszą związaną ze środowiskiem Wileńskiego Towarzystwa Artystycznego był Stanisław Filibert Fleury. Po ukończeniu Wileńskiej Szkoły Rysunku i nauczywszy się tajemnic rzemiosła fotograficznego w pracowniach kilku znanych mistrzów, postanowił sam założyć pracownię fotograficzną. Lubił nie tyko fotografować widoki Wilna, ale też malował pejzaże tego miasta (później jako jeden z pierwszych zaczął produkować tu zdjęcia stereoskopowe) i stworzył nieco ilustracji do książek. Kiedy Čiurlionis przybył do Wilna, Fleury już drugie dziesięciolecie pracował w swoim studium na ulicy Wielkiej. Ponieważ znajdowało się ono niedaleko wynajmowanego przez Konstantinasa mieszkania, pewnego czerwcowego poranka 1908 roku odwiedził on fotografa, aby zrobić sobie zdjęcie. Jego narzeczona Sofija Kymantaitė opowiadała, że fotografię wykonano po nocy, którą obydwoje spędzili na Górze Giedymina: „Tego ranka po niemal bezsennej nocy, po transporcie pianina, wracając zmęczony przypomniał sobie, że obiecał zdjęcie do pisma „Šaltinis”. Wszedł do fotografa i wtedy zrobiono to zdjęcie, które wszyscy znają […] A jednak na tej fotografii coś zniknęło – nie ma tego pogodnego wyrazu na nieco szarej twarzy, nie ma tego ciągłego błysku w oku. „Byłem tak zmęczony, że nawet się nie uczesałem” - usprawiedliwiał się [...] później”. Fotografię możecie Państwo zobaczyć na ścianie tego pokoju.

W komitecie organizacyjnym I Wystawy Sztuki Litewskiej pracował także Antanas Vileišis, który aktywnie uczestniczył w działaniach Wielkiego Sejmu Litewskiego oraz Towarzystwa Naukowego. Mając postępowe przekonania lewicowe, lekarz ten szczerze troszczył się o zakładanie towarzystw dla społecznie pokrzywdzonych rodaków i pracował w dumie miejskiej. Był także przewodniczącym Litewskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy, w pomieszczeniach którego Čiurlionis prowadził próby chóru.

Konstantinasa w jego mieszkaniu odwiedził też literat z Dzukii Liudas Gira, który pisał poezje i współpracował z wieloma periodykami. Kompozytor poprosił go o przetłumaczenie z języka polskiego na litewski piosenki, do której tworzył muzykę. Jego muzyczne improwizacje obudziły w duszy dwudziestoczteroletniego młodzieńca łańcuch romantycznych obrazów: „Jego ręce jak pioruny wybijały akordy z całej klawiatury. [...] Kołysały się melodie w piano i forte jak wiatr bujający wierzchołkami dzukijskich sosen” - tak opisał utwór, który, jak pamiętał, kompozytor zatytułował Dzwony. Podczas tego spotkania kompozytor mówił o znaczeniu dysonansów, które można znaleźć również w litewskich piosenkach ludowych zwanych sutartinės. Być może dwóch twórców najbardziej łączyło zainteresowanie pieśniami ludowymi i sztuką ludową, ponieważ kiedy Čiurlionis zaczął malować sonaty, pisarz ubolewał nad wyborem takiej tematyki, pierwszeństwo przyznając „baśniom”.

Čiurlionisowi nieraz zdarzało się ćwiczyć i koncertować z ówczesnym studentem klasy wokalnej Konserwatorium Muzycznego w Sankt Petersburgu Kiprasem Petrauskasem, który zasłynął przed litewską publiką jako wykonawca partii brata Biruty podczas premiery melodramatu Birutė (Biruta). Nie wiadomo, czy Čiurlionis znał Mikasa Petrauskasa, kompozytora muzyki do tego spektaklu zwanego pierwszą litewską operą, ale na pewno widział się z autorem libretta Gabrielisem Landsbergisem-Žemkalnisem.

W kierowanym przez Čiurlionisa chórze śpiewała również wykonawczyni głównej roli w tej operze – Marija Piaseckaitė-Šlapelienė. Próby odbywały się dość późno – po dniu pracy, a Marija już od ponad roku prowadziła wtedy założoną przez siebie litewską księgarnię, jednocześnie wychowując pierworodną, małoletnią córkę, postanowiła więc przerwać karierę wokalistki. Śpiewanie w chórze pomogło jej mimo to pielęgnować swoje upodobanie. Nierzadko w ciemne zimowe wieczory Čiurlionisowi zdarzało się odprowadzać chórzystkę do jej domu na ulicy Saraceńskiej.

W przygotowaniach do II Wystawy Sztuki Litewskiej pomogły znacznie Čiurlionisowi wierne pomocnice towarzystwa – pochodzące z litewskiej szlachty Sofija Gimbutaitė i Marija Putvinskytė, które zdobyły wykształcenie stomatologiczne w Paryżu. Sofija Gimbutaitė razem z Čiurlionisem weszła do zarządu Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych, gdzie dbała o majątek organizacji, a później pełniła funkcje sekretarki. Szczerze wierzyła ona, że koniecznym warunkiem istnienia życia kulturalnego każdego narodu jest rozwój sztuki i założenie muzeum narodowego, więc ze wszystkich sił przyczyniała się do tego, aby to dążenie zostało zrealizowane. Sofija ofiarowała dużą sumę towarzystwu, co zapewniło jej dożywotnie członkostwo. Siedzibę towarzystwa zarejestrowano w jej mieszkaniu na byłej ulicy Prieobrażenskiej. To tam docierały listy i prace profesjonalnych i ludowych artystów zamierzających wziąć udział w wystawach, stamtąd Konstantinas nosił je do oprawy, a potem do pomieszczeń wynajętych na wystawę. Ubogim artystom nie tylko bezpłatnie naprawiała zęby, ale również pozwalała przenocować w swoim gabinecie i udzielała im bezzwrotnych „pożyczek”. Z podobnych przysług nieraz korzystał też Čiurlionis. Zatrzymał się on u Gimbutaitė jesienią 1907 roku, zanim znalazł pokój do wynajęcia na ulicy Andriejewskiej – w którym się obecnie Państwo znajdują. Nawet po wyprowadzce codziennie przychodził do tej troskliwej kobiety na obiad. Czasem, gdy był zbyt zajęty, przynosiła obiad artyście do jego mieszkania: „Panna Gimbut – dentystka, strasznie dobre stworzenie, przyniosła mi dzisiaj barszcz i odgrzała na maszynce. Stołuję się u niej i zaczęła mi zęby leczyć” - przyznawał się Konstantinas. Nie mogąc zrekompensować się za obiady, Čiurlionis ofiarował Gimbutaitė swój utrzymany w zielonkawej kolorystyce obraz Statek. Gimbutaitė kupiła też pierwszą część jego dyptyku Smutek. Przed śmiercią – a zmarła w październiku 1911 roku – obydwa obrazy zapisała w testamencie Litewskiemu Towarzystwu Sztuk Pięknych.

Aktywiści z Towarzystwa Sztuki gromadzili się także w mieszkaniu Mariji Putvinskytė. Przybywszy do Wilna latem 1906 roku, Marija otworzyła tu gabinet stomatologiczny i czynnie włączyła się w prace przygotowawcze do I Wystawy Sztuki Litewskiej. Uczestniczyła w zebraniu założycielskim Litewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych i późniejszych zebraniach jego zarządu, pomagała też wielu innym towarzystwom. Przyjaźniła się blisko z Antanasem Žmuidzinavičiusem, a kiedy ten wyjechał zagranicę, zastępowała w miarę możliwości przewodniczącego i pomagała Konstantinasowi w organizacji wystawy. Dyżurując na salach i przy kasach, zapamiętała, jak zwiedzający reagowali na sztukę symbolistyczną. Była świadkiem, jak pewien rzekomy znawca sztuki, pokazując na obraz Čiurlionisa, zapytał głośno: „A to jaki wariat namalował?”, autor dzieła bez zmieszania odpowiedział: „A to ja”, wywołując śmiech otoczenia. Artysta napisał w swoim liście o Mariji, że „jest entuzjastką, i grywa w bilard”. Gdy z czasem ich znajomość się pogłębiła, artysta doświadczył dobroci i hojności jej charakteru. Kiedy musiał wyjechać do Warszawy, aby wykonać litografię plakatów wystawy, to właśnie Marija zatroszczyła się dla niego o bilet kolejowy.

Z ogromną uwagą, a nawet egzaltacją traktowała Čiurlionisa dziennikarka i pisarka Ona Pleirytė, która wyszła za mąż za literata amatora Kazimierasa Puidę. Obydwoje pracowali w redakcji gazety „Vilniaus žinios”. Puida, który pomagał przy organizacji I Wystawy Sztuki Litewskiej, przez pewien czas pełnił nawet obowiązki redaktora odpowiedzialnego tej gazety. Jednak małżeństwo przechodziło kryzys, więc kobieta poszukiwała bliskiej sobie duszy. Nierzadko pojawiała się obok Čiurlionisa, a na motywach jego obrazów tworzyła impresje pisarskie, które publikowała w prasie pod pseudonimem Vaidilutė. W podziękowaniu za uwagę malarz podarował jej obraz Tęsknota, który zaginął nieszczęśliwie podczas wojny. Dość celnie opisała ona artystę i jego prace: „Obrazy Čiurlionisa są niezwykłe. [...]. Odwiedziłam wiele europejskich muzeów, ale niczego podobnego jeszcze nie zdarzyło mi się widzieć. […] Niezwykły jest też sam Čiurlionis – to jeden z tych ludzi, którzy przyciągają spojrzenia wszystkich ludzi i zmuszają do tego, aby ich zauważyć, ale jednocześnie krępują swoją wyjątkową, głęboką konstrukcją. Średniego wieku i wzrostu, o wyraźnym, nawet ostro zakreślony profilu; raczej nieładny i ponury. Ale wielkie, głęboko spoglądające oczy, spokojny, ale wyraźny cień smutku i niezwykła inteligencja wyróżniają go spośród wszystkich innych”.

„To i wszyscy ci, z którymi żyję, tzw. osoby komedii czy dramatu, w którym mam wziąć czynny udział” - przedstawił żartobliwie Čiurlionis poznanych w Wilnie ludzi.

Polski